Poszłam do kuchni, nie miałam daleko bo była tuz obok mojego pokoju i zjadłam śniadanie. Wzięłam niechętnie plecak i ziewając wyszłam z domu. Karina mieszka w tym samym bloku co ja, musiałam tylko dojść pod jej klatkę. Gdy już tam byłam zadzwoniłam na jej domofon.
- Halooooo... - Powiedziała ziewając.
- Idziesz?
- No zaczekaj...
Zawsze na nią czekam. Z klatki wyszła czarno włosa dziewczyna z niebiesko-zielonymi oczami, naprawdę nikt nie wiedział dokładnie jakie one są, nawet ona sama. Niestety ona sie bardzo długo zbiera do szkoły więc gdy idziemy na autobus zawsze sie spóźniamy i musimy biec i tak tez było tym razem.
- Mówiłam ci żebyś chociaż raz wyszła szybciej, albo ty przyszła po mnie. - mówiłam zdyszanym głosem gdy ruszyliśmy autobusem.
- Oh, proszę cie przestań. Wyluzuuuj. Zdążyłyśmy przecież.
- Tak... Zdążyłyśmy... Ale ja nie lubię biegać. Wiesz co czuje że nie będę mięć znowu 2 z WF jak zazwyczaj. - Powiedziałam uśmiechając sie do niej. A ona jak zawsze musiała mnie zdołować.
- Haha. Nie masz szans nawet na 2 ... Ledwo byś zdążyła gdybym cie za rękę nie ciągła ;)
Nie odzywałam sie do końca jazdy autobusem. Przystanek był tuż przy samej szkole, więc daleko nie szłyśmy. Po drodze jak zwykle zahaczyłyśmy o piekarnie i kupiłyśmy sobie drożdżówki.
No nie ma co znowu spóźniłyśmy sie na 1 lekcje, ale pani była już do tego przyzwyczajona, miałyśmy niezła wymówkę typu 'autobus przyjechał później niż miał przyjechać'. Tak chciałabym żeby tak było przynajmniej nie musiałabym biec na przystanek. Później nadszedł długo oczekiwany prze ze mnie angielski. Uwielbiałam angielski. To był mój ulubiony przedmiot. Miałam z niego najlepsze oceny i gadałam sobie z panią na lekcji po angielsku, a reszta pytała sie tylko sąsiada z ławki o co chodzi. Pierwsze 4 lekcje minęły bez przeszkód, aż do długiej przerwy.
- Chodź na parapet! - Krzyknęła gdy tylko zadzwonił dzwonek. Nie lubiłam tam chodzić bo tam przychodził ON <- mój odwieczny największy wróg, brązowe włosy zawsze postawiane do góry, ale nie od żelu tylko po prostu takie jakoś miał, a oczy… Nie wiem dokładnie nigdy się nie przyglądałam, ale wydaje mi się że brązowe. Niestety Karina go lubiła.
- Nie chce tam iść. - Sprzeciwiłam się.
- Nie szalej tylko chodź. Musze coś powiedzieć Darkowi.
- No właśnie dlatego tam nie chce iść bo ty zawsze masz cos do powiedzenia Darkowi. A ty wiesz że go nienawidzę!?
- Oj tak wiem. Nie sprzeczaj sie bo i tak wiem że ze mną pójdziesz.
I miała rację poszłam jak zwykle.
- O niee... - Powiedziałam z nie chęcią gdy go tylko zobaczyłam.
- Przestań marudzić i chodź! - Pociągnęła mnie za rękę.
- Cześć maleńka! - Powiedział Darek i klepnął Karinę w tyłek. Ona nie zareagowała bo przecież dla niej była to codzienność.
- Ja stąd spadam! - Oznajmiłam.
- Nigdzie nie idziesz!! - Przytrzymała mnie Karina.
- A idź w cholerę. - Powiedział Darek, a Karina trzymała mnie za rękę a ja próbowałam się wyrwać.
- Puść mnie!!! - Krzyknęłam na nią pierwszy raz od tygodnia, a ona patrzyła na mnie takim wzrokiem jakby miała mnie za chwile zabić. - Ogłuchło ci się!? Powiedziałam żebyś mnie puściła.
- Nie możesz się na mnie wydzierać!...
- Mogę! - Obróciłam się z próbą wyrwania się z jej ręki.
-... Nie skończyłam! - Stałam dalej obrócona.
- Ale ja tak. - I w końcu udało mi się wyrwać z jej sideł.
Następna lekcja to była plastyka, a na plastyce zawsze z nią siedzę. Bałam się tego. Dzwonek zadzwonił. Weszliśmy do klasy i usiadłam z Kariną. Początek lekcji minął spokojnie ale nie na długo. Po pewnym czasie wysłała mi liścik z treścią : Co to miało być? Poniżyłaś mnie przed Darkiem! Mówiłam ci coś o tym! A ja na to: Mam cie po prostu dość i powiem ci na przerwie. I ona znowu: Nie, ja żądam żebyś mi to natychmiast wyjaśniła! Ale ja znów odpisałam: Mówiłam że powiem ci na przerwie nie chce być mądra pisząc na kartce, powiem ci prosto w oczy!. Po tym już nic nie pisała. Błagałam Boga modląc sie w środku żeby ta lekcja sie przedłużyła czy coś. Moje prośby nie zostały wysłuchane bo lekcja minęła szybciej niż wszystkie inne. Karina zaciągnęła mnie w kąt szkoły.
- Możesz mi teraz odpowiedzieć!? - Słyszałam, że to było pytanie retoryczne więc nawet nie próbowałam powiedzieć 'nie'
- No sadzę że tak. - Po tych słowach poczułam sie trochę pewniej. - Nie chce już z Toba sie włóczyć po szkole bo mnie wkurzasz zachowujesz sie jak Primadonna i... Po prostu mam cie dość. - Chwila ciszy. Postanowiłam że jej jeszcze dołożę. Wstąpił we mnie demon. - Aha i jeszcze to że nie jestem kołem ratunkowym, że jak nie masz przy sobie swojej Roksanki to ja mam za tobą wszędzie łazić!? O nie ja nie jestem taka jak Roksana i nie chce czuć rozczarowania gdy wejdzie do szkoły a ty po prostu mnie 'odstawisz' i polecisz do niej. Nie ma tak dobrze, to ja cie odstawiam. Na razie! - Odwróciłam się i z uśmiechem na twarzy bo w końcu zaznałam tak zwanej mega satysfakcji odwróciłam sie i poszłam. Nigdy tak nie mówiłam. Zazwyczaj byłam szara myszką i trzymałam to w tajemnicy, ale dzisiaj doznałam olśnienia, że juz dawno powinnam to zrobić, czułam sie wolna. Następne lekcje minęły dość spokojnie. I znów musiałam sie spotka z Kariną, bo trzeba było iść na przystanek. Nigdy sie nie spóźniałam na ten autobus powrotny. A jednak kilka zdań może zmienić cały dzień. Zaczął sie fatalnie, a ja od tamtego wydarzenia z Kariną nadal czuje się wspaniale. Zeszłam do szatni i sie ubrałam. Zaczęłam iść w stronę przystanku, odbywało sie to bez większych przeszkód gdy usłyszałam że ktoś mnie woła.
- Emma zaczekaj! – Nazywali mnie Emma, ale na imię mam Emilia, AGH... Nienawidzę tego imienia. Po głosie wiedziałam już że to jest Karina. Stanęłam i obróciłam sie z ironią na twarzy.
- Czego!?
- No wiesz ja... Nie myślałam że tak o mnie myślisz... Chociaż to co powiedziałaś było realne... I to bardzo...
- Nooo i co w związku z tym?
- To że... Nigdy nie musiałam tego robić i nie wiem jak to sie robi więc mi tego nie utrudniaj... Przepraszam... - Zupełnie mnie zatkało... Karina Carter przeprasza mnie Emmę Brown na środku chodnika!? Nie wiedziałam co powiedzieć. - No to co wybaczysz mi?
- Yyyy... Chyba taak... Raczej... Ymm... Poczekaj ty mnie przepraszasz?
- Sadze że tak...- Pierwszy raz nie była sarkastyczna.
- Lajt... Idziesz na autobus? - Nie chciałam wyjść na idiotkę mówiąc 'wybaczam ci' albo coś w tym stylu tym razem byłam pewna siebie. Jakby nasze role sie zamieniły. Później poszło jak z płatka. Dojechałyśmy wreszcie do właściwego przystanku. Nie było to daleko od naszego bloku. Przegadałyśmy większość drogi o duperelach. Gdy nadszedł czas pożegnałyśmy sie i każda poszła w swoją stronę. W domu nie było nikogo wiec z ucieszoną miną rzuciłam sie na łóżko popatrzyłam na moje plakaty z Bieberem i powiedziałam jakby do niego ' I'm win ' i jeszcze raz sie uśmiechnęłam. Tego dnia nie mógł mi już nikt popsuć był najlepszym z pośród moich nudnych i szarych dni.
...........................
* I hope you like it . ♥
| * Na razie trochę mało, ale później dojedzie jeszcze Bieber gdzieś w 3 rozdziale. ;D * Czekam na komentarze ;) |
podoba mi sie :)
OdpowiedzUsuńczekam na nastepny :>
czekam, czekam, czekam. <3
OdpowiedzUsuńświetny.! ;D
fazowe :D
OdpowiedzUsuńfajnie ; )
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńspoko notka <3
OdpowiedzUsuńczekam na więcej ;*:))
zapraszam do mnie : http://hoolywood-hills.blogspot.com/ :)
wow...swietnie piszesz! Czekam na nn i zapraszam mystorybieber.bloog.pl he-she-story.bloog.pl
OdpowiedzUsuńświetny blog ! tylko ja nie rozumiem czy Bieber jest sławny bo napisałaś, że patrzyła na jego plakaty a na dole, że pisane jak nie był ... Prosze odpowiedz :) poinformuj mnie o nn na tt :) @iBieberFeeling
OdpowiedzUsuńSuper!!..więcej,więcej chcę więcej :D
OdpowiedzUsuńfajne naprawde spoko
OdpowiedzUsuń